piątek, 16 maja 2014

Stracone marzenie


Stracone marzenie

- Jesteś idiotą - powiedział. Zgodziłem się z nim. Zaprzepaściłem swoją szansę na szczęście. Mój prywatny demon przysłuchiwał się moim myślom… Leżałem na łóżku w swoim pokoju i myślałem co zrobiłem nie tak.
-Zamierzasz się nad sobą użalać? Ruszyłbyś się do roboty, a nie rozpaczał. Myślę, że moje przeklinanie      i wyzywanie cię tylko pogłębią twoją depresję – rzekł.
- Zostaw mnie – jęknąłem. Wyglądałem żałośnie. Trup, można powiedzieć. Podkrążone oczy, blada skóra  i ogień szaleńca w oczach. Kochałem ją. On nie zdawał sobie nawet sprawy jak bardzo. Belzebub z dezaprobatą pokręcił głową.
Znowu widziałem ją w szkole. Wesoła, inteligentna, oczytana. Mam nadzieję, że ją taką zapamiętam. Może ona nie zapomni o mnie. Nie mam złudzeń, już dawno nauczyłem się, że nadzieja i złudzenia są złe. Dają mi tylko ból i smutek. Jestem pesymistą z powołania. Mnóstwo ludzi próbowało mnie zmienić, przyjaciółki, koledzy. Nazywają mnie dziwakiem i mówią, że jestem szalony. Nie wiem z jakiego powodu. Tak jakoś się przyjęło.
- Znowu to zrobiłeś… - będzie mi to tak wypominał. Znam go, jest moim jedynym prawdziwym przyjacielem. Mój prywatny demon… śmiesznie brzmi, ale takie nie jest. Wyobraź sobie przystojnego, inteligentnego i wrednego chłopca w garniturze, a do tego fiołkowe oczy... Dziwne, prawda? Chłopiec w garniturze… coś się nie zgadza. Taki ma styl. Nie wykreowałem go, nie jest moim wyobrażeniem. Po prostu kiedyś się pojawił. Miałem głęboką depresję i nie wiedziałem, co ze sobą zrobić… na nic nie miałem ochoty, ani siły. Pojawił się nagle, bez efektów specjalnych. Po prostu nagle stał przede mną równie zdziwiony co ja.
- Więc to ty jesteś moim nowym podopiecznym… witaj. Nazywam się Belzebub. Będę twoim nauczycielem, co nie zmienia faktu, że jestem demonem. Wcale nie jesteśmy takie jakimi przedstawiają nas ludzie. Wiem, że ciężko ci w to uwierzyć, ale anielska propaganda zrobiła swoje – tu skrzywił się z pogardą – tak naprawdę to my staramy się wam pomagać, a nie anioły. To straszne dupki i gogusie, wiesz? A powracając do tematu mojej misji, to mam za zadanie pomagać ci w trudnych sytuacjach, w których sam nie dałbyś rady.
Tutaj zaczęła się nasza przyjaźń. Może Belzebub był uperdliwy i chamski, ale naprawdę mi pomagał. Oczywiście widziałem go tylko ja, więc może dlatego koledzy uważali mnie za szalonego, kiedy zauważyli, że mówię do siebie?
- Pomóż jej – warknął Belzebub. Stałem z rękami w kieszeniach, kiedy Alicja próbowała pozbierać książki, które wypadły jej po potrąceniu przez jakiegoś osiłka. Rzuciłem się na pomoc i wtedy nasze oczy się spotkały. Uśmiechnąłem się i pozbierałem jej książki.
- Dziękuję za pomoc – rzekła lekko zarumieniona. W tym momencie pomyślałem że wygląda pięknie.
- Proszę – powiedziałem, lekko zakłopotany.
- Pierwszy krok poczyniony – szepnął mi na ucho niezastąpiony Belzebub. Widziałem jak zaciera ręce       z radości. Demony to jednak nie tacy źli goście – pomyślałem. Zadowolony ruszyłem do klasy. Po drodze zauważyłem tego samego kolesia, który potrącił Alicję znęcającego się nad czwartoklasistką.
- Pomóż jej – westchnął Belzebub. Ja również westchnąłem. Oho, zaczyna się, pomyślałem. Zmiana          w lepszego człowieka właśnie się rozpoczęła.
- Zostaw ją – powiedziałem cicho. Osiłek nic nie robiąc sobie z mojego gadania, dalej dokuczał dziewczynce.
- Zostaw ją – warknąłem. Osiłek ciężko odwrócił się w moją stronę. Wolny jest, oceniłem. Uchyliłem się przed pierwszym ciosem, mojego przeciwnika impet rzucił dalej. Podstawiłem mu nogę. Wywalił się z wielkim hukiem. Dzieciaki przyglądające się temu zdarzeniu wybuchnęły śmiechem. Nachyliłem się w stronę byczka.
- Nigdy więcej do niej nie zaczynaj, rozumiesz? – szepnąłem mu na ucho. – Nigdy więcej bo będziesz miał ze mną do czynienia. Czwartoklasistka spojrzała na mnie lodowymi oczami.
- Dziękuję ci – powiedziała. Nie wiem czemu, ale przeszedł mnie dreszcz niepokoju. Ma niezwykłe oczy, prawda? Skierowałem tę myśl do demona. Tak. Jest wyjątkowa, wyczuwam w niej wielki potencjał. Osiągnie dużo, bardzo dużo… Przesłał mi obraz jej na wysokim stanowisku w jakiejś korporacji. Zauważyłem Alicję. Przyglądała się całemu zdarzeniu. Poszedłem do klasy.
Następnego dnia zjawiłem się w szkole, jak zwykle ubrany w spodnie moro i wojskową bluzę. Byczek ze swoją bandą już czekał na mnie przed bramą szkoły. Uśmiechał się kpiąco, wiedząc, że ma za plecami kolegów. Jak ich załatwić?- spytałem Belzebuba. Nie wiem, poczekaj zaraz coś wymyślę, zajmij ich czymś. – odpowiedział. Dzięki Belz, pomyślałem ironicznie.
- Siema, chłopaki. Jakiś problem? – zapytałem.
- Taa… ty jesteś problemem – rzucił byczek.
- Ja? – zgrywałem głupiego.
- Nie rżnij głupa! Pamiętasz wczoraj? – wskazał na swój nos. Chyba mu go złamałem… Już mam! Najpierw ściągnij byczka, a później resztę. Belzebub był wyraźnie podniecony. Pomożesz mi? Zapytałem wbrew sobie. Tak, ale musisz to zrobić TERAZ! Rzuciłem się do ataku. Banda byczka lekko zesztywniała, w ich oczach zobaczyłem strach. Sam byczek był lekko oszołomiony moim atakiem. Słuchawki w moich uszach grały ciężki metal, byłem naładowany adrenaliną po uszy, czułem, że nic nie może mnie powstrzymać. Prawy sierpowy powalił osiłka na ziemię, podniósł się z trudem, plując krwią z przeciętej wargi. Był wyraźnie zły. Super, pomyślałem. Ciężki cios śmignął mi obok ucha. Opamiętałem się i zadałem mu trzy ciosy, jeden po drugim w żołądek. Osunął się na ziemię. Poczułem jak Belzebub uwalnia resztę jego bandy. Uciekli z krzykiem. Zauważyłem Alicję, jak przygląda się całemu zdarzeniu. Wydało mi się to trochę dziwne, ale nie ważne, zajmę się tym później. Cały dzień w szkole przeleciał jak z bicza strzelił. Pognałem do szatni i zaczekałem na Alicję. Poprosiłem ją o chwilę rozmowy.
- Czego chcesz? – zapytała miękko.
- Chciałem spytać, jak ty to robisz że zawsze jesteś tam gdzie dzieje się coś co ma związek ze mną? – zapytałem, tak jak to miałem w zwyczaju, prosto z mostu.
- To tajemnica i musisz przyrzec, że nikomu jej nie wyjawisz – rzekła poważnie.
- Obiecuję – byłem strasznie ciekaw, cóż to za tajemnica.
- Jestem twoim Aniołem Stróżem – powiedział to z nieprzeniknioną miną. Cofnąłem się blady jak kreda. Belzebub wyraźnie wystraszony ujawnił się w postaci młodego chłopca.
- Witaj, Belz – przywitała się Alicja wesoło.
- Że też od razu cię nie poznałem – mruknął – wiedziałem, że jesteś jakaś dziwna… stali naprzeciw siebie, dwa żywioły mające strzec mnie, chłopca, który nic nie znaczył. Ledwo to pomyślałem, oboje jednocześnie zwrócili się do mnie z minami skazańców.
- Ja, czy ty? – spytała Alicja.
            - Ja – odpowiedział Belzebub – Słuchaj, jest taka sprawa, że niebo i piekło walczą o panowanie nad pewnym… osobnikiem. Nefilimem, pół-aniołem, pół-demonem. Tym kimś jesteś ty. Masz olbrzymią moc               i potencjał. Nie wiem jak ci to powiedzieć, ale Pan chce cię odnaleźć i zgładzić. My, jako demony nie chcemy za żadną cenę do tego dopuścić, gdyż wierzymy że się do nas przyłączysz.
Alicja prychnęła jak wściekła kotka. Wygląda tak uroczo jak się wścieka…
- Pff… na pewno to zrobi, Belz. Wybij to sobie z głowy. Z naszego punktu widzenia wygląda to tak, że jesteś skazą, niewytłumaczalną anomalią, niemająca prawa istnieć. Mam za zadanie chronić cię. Nie wiem, czemu, ani po co, jednak obserwowanie cię uświadomiły mi że nie jesteś taki za jakiego podaje cię Szef. W ogóle nie wie jakie będą twoje losy, ani jak postąpisz w danej sytuacji i to Go najbardziej przeraża.
Wróciłem do domu, przybity i położyłem się na łóżku. Belzebub znowu coś tam gadał, o marzeniach, aniołach i demonach, a także o mnie. O tym, jaki jestem i czego mogę dokonać. słuchałem go jednym uchem, ale myślami byłem przy Alicji…
            Zamazane obrazy. Jakaś ulica, spalone samochody, postacie aniołów na niebie, demony wychodzące          z czerwonego pentagramu. Belzebub idący obok mnie. Alicja na drugim końcu ulicy w anielskiej postaci,               z mieczem zawieszonym na plecach i stalowymi skrzydłami. Jest piękniejsza niż w postaci, którą przyjęła jako człowiek. 
- Czas z tym skończyć, Eryku – mówi cicho. Pomimo odległości słyszę ją zaskakująco dobrze. Moje serce zamiera na chwilę, po czym zaczynam się śmiać – jak szaleniec, który nie ma już nic do stracenia.
- Chcesz mnie pokonać, Alicjo? Mnie, który jestem hybrydą? Mnie, którego losów nie zna sam Szef? Mnie, przez którego postępowanie anioły i demony zstąpiły na ziemię? – mówię drwiącym głosem. W jej oczach czai się strach, choć podświadomie wiem, że się nie podda. Ciekawe co się stanie ze mną jak już umrę? – zastanawiam się przelotnie. Pomożesz mi w tej ostatniej walce? – pytam Belzebuba. Oczywiście, jakże mógłbym cię opuścić w takim momencie? – mówi z udawanym oburzeniem. Uśmiecham się pod nosem.
  Przeobrażam się. Jestem teraz hybrydą demono-anioła. Demonem z umysłem anioła pozbawionym twarzy. Zamiast niej noszę czarną maskę niewyrażającą niczego. Myślę, że jest tak obrzydliwa, że nie mogę jej pokazać, gdyż wszyscy, którzy by na nią spojrzeli postradaliby zmysły. Dwa miecze kołyszą się w pochwach. Lśnią czerwonawym blaskiem. Skrzydła wyglądają jak ostrza mieczy wykonane ze stali. Nie wiem skąd, ale jednak wiem, że są wykonane z materiału twardszego niż diament, niespotykanego nigdzie na Ziemi. Jestem żylasty          i zwinny. Nigdy nie walczyłem mymi mieczami, ale jednak skądś wiem jak się nimi posługiwać. Wyciągam             z pochew Śmierć i Zniszczenie i rzucam się do ataku. Ziemia pęka i topi się od impetu moich ciosów. Alicja ledwo je odbija, z trudem utrzymuje się na nogach, jej stopy ryją w asfalcie głęboki koleiny, widzę przerażenie                  i zmęczenie wypisane na jej twarzy. Mam przewagę wysokości i masy. Raniłem ją w bark, później w kolano. Wypuszcza miecz z zakrwawionych rąk i, wyczerpana, klęka na ziemi ze spuszczoną głową.
- Zawiodłam cię, Panie – szepcze, po czym, w amoku krwi, odcinam jej głowę. Cofam się przerażony tym co uczyniłem, rzucam się w wir walki, która rozgorzała nad nami. Masywne skrzydła młócą powietrze, a ja siekę, tnę i łamię. Nieważne co, miecze, ręce, nogi… co za różnica? Przemierzam niebo siejąc śmierć. Kostucha za mną zaciera ręce z uciechy, że tyle duszyczek trafiło w jej zimne objęcia. Wkrótce wszyscy umykają przede mną              w przerażeniu, a ja? Przemierzam świat, Anioł Zniszczenia, zabijając kolejnych niewinnych... jak mogłem zrobić to Alicji?

Powitanie

Cześć.
 Jestem Anonimus. W tym blogu będę przedstawiał swoje wizje piekła, nieba i czasami jakichś wymyślonych światów. Bohaterowie są niekiedy wzorowani na postaciach prawdziwych, ale to rzadko. Bardzo proszę: nie hejtujcie mnie za przekleństwa i to jak sobie to wyobrażam. To moje koncepcje, dlatego tak nazwałem tego bloga. Jak się komuś nie podoba to niech to nie wchodzi.
Pozdrawiam, Anonimus