sobota, 26 lipca 2014

Dwadzieścia sekund.
Naciśnięcie czerwonego guzika było głupim pomysłem…
                Dziewiętnaście sekund.
Być może… możliwe, że była to jedyna opcja w zaistniałej sytuacji… ale mogę się mylić… jestem w końcu tylko hybrydą…
                Osiemnaście sekund.
ONI nadchodzą. Nie było innego sposobu… takie tłumaczenie nie zdaje się na wiele, a wyrzuty sumienia zostają… ciekawe, czy niebo istnieje?
                Siedemnaście sekund.
Powiedzieć jej czy nie? Że ją kocham i bez niej to nie będzie to samo… krzywy uśmiech rozjaśnia moją poparzoną twarz. Stojąca obok kobieta patrzy na mnie pytająco. Potrząsam głową; nic się nie stało…
                Szesnaście sekund.
Są coraz bliżej… ich bioniczne statki, półmaszyny i pół żywe stworzenia, dotąd niezbadane bo broniły się do końca, a jeśli już nie miały jak się bronić… nanotechnologia robiła swoje. Chwytające się ostateczności myślące statki spalały się jakąś wydzieliną…
                Piętnaście sekund.
Nadchodzą. Chrzęszczą ich metalowe pancerze… energetyczna broń iskrzy lekko… świecą czerwone oczy… ciekawe, czy mają noktowizory? W jakim spektrum światła widzą? Termowizja? Noktowizja? Czy może ultrafiolet? Albo podczerwień? Promienie Gamma?
                Czternaście sekund.
Pojawili się przed 25 laty w roku 2036. Byłem wtedy małym brzdącem, pamiętam tylko czarne chmury zasnuwające niebo, wybuchy, promienie laserów uderzające w domy i eksplozje płomieni… to był jeden z najgorszych okresów w dziejach ludzkości… nie wiedzieliśmy jak się bronić, ani dlaczego w ogóle nas zaatakowali… no ale nic. Przeżyliśmy. Jak karaluchy. One też przeżyły… jako jedne z nielicznych… zapytacie co jedliśmy? Nanobiotechnologia poczyniła ogromne postępy i rośliny takie jak owies, pszenica, czy groch odeszły w niepamięć. Na stacjach kosmicznych astronauci sami hodowali sobie żarcie. Tak jak górnicy. Genetycznie zmodyfikowani ludzie potrafiący przeżyć tydzień pod zawalonymi skałami… no ale nic…
                Trzynaście sekund.
Pozostały mutanty. Nikt nie przewidział tego, że atomowe eksplozje zmienią tak genotyp specjali. Mogły się dowolnie krzyżować. Specjalkosmonauci i specjaldozorcy… na przykład. Nie mówię, że to piękny widok, ale specjal… niewiadomoco spełniał swoje zadanie w próżni… tak samo dobrą krzyżówką był specjalwojownik, ze specjalczołgiem… tak wiem, że to dziwne, ale bioniczne maszyny z genotypem ludzkim… były bardzo potrzebne w walce z Nimi…
                Dwanaście sekund.
Lata wojny bardzo zniszczyły naszą planetę. Przenieśliśmy się pod ziemię. Było w miarę spokojnie… W końcu wysłali swoich zwiadowców… czytaliście „Metro”? Nie? Polecam gorąco… genetycznie zmodyfikowane… stworzenia, przypominające swoimi gabarytami dinozaury… pancerze, z nieznanego nam, ludziom, srebrzystego stopu, odpornego na znane nam rodzaje broni… trzeba było sięgnąć dalej… miotacze energii, Colty Wiecznostrzałowe, bronie, którym nawet nie nadano nazwy, myśląc, że nigdy nie będą potrzebne… otworzono Skarbiec Apokalipsy. Stworzoną specjalnie w tym celu w roku 2016 specjalną kryptę z najnowszymi zdobyczami techniki. Amulet. Amulet zdobiący moją szyję, zasilany pozaziemskim artefaktem nieznanej cywilizacji, której szczątki odkryto na maleńkiej wyspie na Pacyfiku. Tam właśnie leżało miejsce zwane Atlantydą. Nieznana cywilizacja… posiadająca technikę o jakiej nam się nie śniło i moce, które można było nazwać magią… ok. nieważne. Amulet. Co to jest? Pozwala mi używać Wzroku. Psychicznej pomocy dla oczu mogącej ukazywać mi inne wymiary. Oczywiście nie zawsze działa, bo to dopiero wersja robocza, ale nie mieliśmy wyjścia… Amulet potrafi mnie pokryć pancerzem. Atomy tytanu pokrywające moją skórę od stóp do głów, potrafiące wytrzymać wszystko. Wiem, że to brzmi nieprawdopodobnie, ale ludzkość to dość… pomysłowy gatunek…
                Jedenaście sekund.

Lata dominacji Najeźdźców (nazwę „Najeźdźców” nadałem im sam, na własny użytek, żeby nie było…) pogrążyły naszą planetę w anarchii, chaosie i przestępstwie. Ludzkość przekonana, że nadszedł koniec świata (co poniekąd nastąpiło…) pogrążyła się w rozpierdolu. Inaczej tego nazwać, niestety, nie można. Gwałty, orgie, rytuały, kulty… odbywały się wprost na ulicy. Wojsko, policja, straż pożarna i inne służby porządkowe… zniknęły. Renegaci i dezerterzy grabili. Gwałcili. Mordowali… w końcu nastąpił nieoficjalny stan wojenny. Premier… poszedł się jebać. Schrony dla bogatych i wpływowych (którzy mieli chyba rządzić gruzami po tym wszystkim) znajdowały się pod Moskwą, Paryżem, Londynem, /nowym Jorkiem, Pekinem i innymi stolicami… Polacy pogrążyli się w pijaństwie… w sumie, to czy kiedykolwiek robili cokolwiek innego? Francuzi się darli, krzyczeli, miotali i robili inne typowo francuskie rzeczy. Anglicy… chyba ich to szczerze jebało. HERBATA. I wszystko jasne… Amerykanie pochowali się w schronach myśląc, że im to pomoże. Trochę ich przeżyło. Pieprzeni mistrzowie survivalu… Rosjanie, jak to u nich, zaczęli strzelać do Nich atomówkami. Trochę popiołu z tego było… nie wiem nawet, jak nazwać te… stworzenia, które później powstały…